piątek, 29 kwietnia 2016

Nowy dom zajączków. Przyjaciele zwierząt- o tym, że warto pomagać!!!

Witajcie Kochani!!!
Dziś ma dla Was drugą część przygód rodziny Sosnowskich, którą poznaliście w moim wcześniejszym wpisie o książce z serii Przyjaciele zwierząt. Dzięki kontynuacji współpracy z Wydawnictwem Zielona Sowa, mogę dziś wam przedstawić recenzję kolejnej książki autorstwa Anieli Cholewińskiej-Szkolik pt. "Nowy dom,zajączków."



W tej części poznajemy wyjątkowe miejsce jakim jest Leśny Azyl, jest to schronisko dla potrzebujących zwierząt, które prowadzi Pani Helena, przyjaciółka rodziny Sosnowskich. Właścicielka schroniska jest gotowa nieść pomoc innym, jednak teraz to ona potrzebuję pomocy gdyż brakuje jej środków finansowych na dalsze prowadzenie schroniska. Zła sytuacja jeszcze bardziej się pogłębia gdy wniosek o dofinansowanie schroniska zostaje odrzucony oraz gdy Pan Zbyszek przynosi do Leśnego Azylu dwa małe zajączki. 



 Rodzice Amelii i Wojtka postanawiają, aby to ich dzieci zaopiekowały się tymi małymi, bezbronnymi zwierzątkami do momentu aż te będą gotowe na samodzielne życie w ich naturalnym środowisku. Dzieci oczywiście pokochały swoich podopiecznych, tym bardziej, że jeden z nich potrzebował dużo więcej miłości i uwagi, gdyż był bardzo płochliwy i słaby. 


Czy Pani Helenie uda się znaleźć pieniądze na ratowanie schroniska? Czy dzieci pozwolą odejść zajączkom do lasu? Czy Koniuszkowi uda się przetrwać z dala od Amelki? Odpowiedzi na te wszystkie pytania znajdziecie w książce, do której przeczytania gorąco zachęcam. 


Wydaję mi się, że ta część serii Przyjaciele zwierząt bardziej przypadła do gustu Oliwce, nie wiem czy za sprawą pięknego zajączka na okładce, czy przez fabułę, która w tej części wydaję się być bardziej rozwinięta i bardziej ciekawa. Gdy tylko otrzymałyśmy książki, moja córka złapała za "Nowy dom zajączków" i nikomu nie dała jej dotknąć, mówiła że to je "kaka" (tak woła na króliczki). Dopiero wieczorem pozwoliła abym przeczytałam jej historie o zajączkach i nie zasnęła dopóki nie przeczytałam ostatniej kartki. Dlatego śmiem twierdzić, że książka bardzo przypadła jej do gustu, tym bardziej, że z zaciekawieniem słuchała jak czytałam informacje o życiu i zwyczajach zajęcy, które zostały zawarte na końcu książki. 



To kolejna perełka w naszej domowej biblioteczce, po którą nie raz będziemy sięgać. Wspaniała historia o wzajemnej pomocy, o odpowiedzialności, o tym jak dobry uczynek może pomóc wielu osobom i zwierzętom a przede wszystkim o miłości, przyjaźni i wytrwałości w dążeniu do celu. 



A czy Wy Kochani wraz ze swoimi dziećmi pomagacie zwierzętom leśnym? Może w zimie budujecie karmniki albo nosicie jakieś pyszności dla mieszkańców lasu? Pamiętajcie, że dobro powraca, i że od małego powinniśmy w naszych dzieciach rozbudzać takie uczucia jak pomaganie innym, dla nas to mały gest a dla zwierząt może okazać się ratunkiem w ciężkich chwilach.

Życzę Wam miłego dnia.
Buziaki/Kasia

czwartek, 28 kwietnia 2016

Dobroczynna moc olejków firmy Kneipp!!!

Witajcie Kochani!!!
Już od dawna marzyłam o takim wieczorze, córka śpi, mąż wraca wcześniej z pracy i po odprężającej kąpieli zapraszam go do domowego salonu masażu (on oczywiście w roli masażysty). W końcu doczekałam się takiego scenariusza a wszystko za sprawa olejków marki Kneipp.



Firma Kneipp jest mi już dobrze znana i osobiście uwielbiam ich kosmetyki, dlatego tym bardziej, się ucieszyłam gdy otrzymałam paczkę z olejkami do masażu Arnika, Kwiat Migdała Jedwabna skóra oraz olejek do ciała Tajemnica piękna. Wszystkie trzy olejki mieszczą się w szklanych 100 ml buteleczkach.



Olejek do masażu Arnika bazuje na ekstraktach z arniki i imbiru, maśle shea oraz pielęgnującym olejku słonecznikowym i nawilżającym olejku migdałowym. Podczas delikatnego masażu wykazuje swoje działanie pielęgnujące i odprężające, ponadto zapobiega zakwasom, pomaga pozbyć się napięć, działając dobroczynnie na mięśnie. Po rozprowadzeniu na skórze pozostawia lekko cytrynowy, orzeźwiający zapach, który bardzo przypadł mi do gustu. Olejek bardzo dobrze się wchłania nie postawia na skórze tłustego filtru, czego osobiście nie lubię w kosmetykach tego typu. 
Cena to 31,99 zł


Olejek do masażu Kwiat Migdała Jedwabna skóra, zawiera intensywnie pielęgnujący olejek migdałowy, jojoba i słonecznikowy oraz ważne dla skóry witaminy A i E, dzięki temu już podczas masażu przywraca skórze jej naturalną gładkość i nawilżenie. Wchłania się w skórę trochę wolniej niż jego poprzednik, jednak sprawia, że skóra jest wyraźnie nawilżona,  zapach ma bardzo przyjemny, według mnie taki wiosenno- kwiatowy. Uwielbiam olejek do kąpieli Kwiat Migdała, myślę, że używane razem będą idealnym rozwiązaniem dla moje suchej skóry. 
Cena to 31,99 zł


I wreszcie mój faworyt Olejek do ciała Tajemnica piękna, to kompozycja czterech wartościowych, naturalnych olejków: arganowego, maruli, rącznika i oliwy z oliwek, które sprawiają, że nasza skóra jest nawilżona, gładka, miękka, wyraźnie odżywiona i zregenerowana. Idealnie się wchłania, producent poleca nakładać go na wilgotną skórę po kąpieli, jednak ja nakładam go na długo po prysznicu i osiągnęłam efekt, którego pragnęłam. Olejek ma zniewalający egzotyczny zapach,  które ja uwielbiam, bardzo długo pozostaje wyczuwalny na skórze. Jest tylko jeden mały minus, Tajemnica piękna dostępna jest tylko w drogeriach Hebe, do której ja osobiście mam ponad 30 km, ale dla takich efektów zapewne nie raz pokonam te kilometry :)
Cena 27,99 zł


Ogólnie jestem bardzo zadowolona z testowania olejków, głównie dlatego, że miałam pretekst do częstych masażów ale też i inny domownicy postanowili spróbować tych przyjemności na swojej skórze. 


Jeśli i Wy chcielibyście stworzyć swój domowy salon masażu, poczuć na własnej skórze jak wspaniałe są te olejki, jak wasza skóra po ich stosowaniu staję się nawilżona, zregenerowana i wyraźnie odżywiona to serdecznie Wam polecam zajrzeć na stronę firmy Kneipp bądź odwiedzenia drogerii Super- Pharm, Natura czy Hebe.  


A czy ktoś z Was zna może już te olejki? Używacie w ogóle tego typu kosmetyków? Dajcie znać w komentarzach czy moja recenzja przekonała Was do ich zakupu :)


Buziaki/Kasia

środa, 27 kwietnia 2016

"Pan Misio" Czy lisy śnią o gadających kurach - Bartłomiej Trokowicz.

Witajcie kochani :)
Dziś na prośbę autora, mam dla Was nietypową recenzję.
Jak już pewnie się zorientowaliście, nie przepadam za e-bookami, jednak urok osobisty i  łagodne i przyjazne usposobienie autora, spowodowało iż po raz pierwszy mamy wyjątek.
Przede wszystkim zaintrygował mnie tytuł.

Pan Misio? Czy taki infantylny tytuł może oznaczać coś dobrego? Może pomyślicie, że jestem szalona, ale tak moi mili, to nie tylko oznacza coś dobrego, można by było nawet rzec iż coś bardzo dobrego i z pewnością nie infantylnego, co może podpowiadać nam podtytuł "Czy lisy śnią o gadających kurach".
W tej książce jest pewien fenomen, jak dla mnie, gdyż ta książka będzie idealna dla młodych czytelników jak i dla dorosłych, zaprawionych w boju z literaturą.
Może to troszkę nad wyraz, ale uważam, że nasze czasy doczekały się małego następcy Krasickiego.
Kto z nas nie zna bajek: "Kruk i lis", "Jagnie i  wilcy", czy "Ptaszki w klatce".
Dziś mamy możliwość poznać niezwykłą historię Pana Misia.
Mnie zdecydowanie ta historia urzekła, sprawiła iż przeczytałam ją w jeden wieczór i nie miałam ochoty jej odłożyć. Rzadko książka sprawia iż serdecznie w rozbawieniu wybuchnę śmiechem, tu spotkało mnie jakże miłe zaskoczenie.

"– Kim jest Tata? – Ćłowiekiem – wyjaśniła Świnka. Nim skończyła mówić, już była pewna, że nie takiej odpowiedzi oczekiwał Szczur. – Co potrafi? – Citać, pisiać. Raź widziałam, jak robił kupę…"
" – Chcesz nam, Świnko, powiedzieć, że Człowiek posiada inteligencję? – Nie kaźdy – wyjaśniła panna Morska. – Wsiscy za to potrafią citać i pisiać."
"(...) Szczur oderwał się na chwilę od tej magicznej czynności, by wysikać się nieopodal. Sikał na zebrane dzieła Marksa i Engelsa, nie zdając sobie sprawy z symboliki tego gestu."
Z ogromną przyjemnością czytałam kartkę po kartce, zagłębiając się w losy Pana Misia i jego przyjaciół. Młodych czytelników będzie bawić barwna historia ze zwierzętami w roli głównej, dorośli czytelnicy, zaś będą odnajdywać w niej trudne tematy obecnego społeczeństwa, przypisywać charaktery zwierząt, dobrze nam znanym ludziom.
Książka jest połączeniem satyry i alegorii ludzkich wad, zaklętych w zwierzętach.
Jednak to nie wszystko co mnie w niej zafascynowało, przede wszystkim urzekło mnie to iż "Pan Misio" posiada kilka poziomów przekazu.
Mam wrażenie iż autor miał w zamierzę, aby matka swych pociech, czytając tą książkę dzieciom przed snem mogła się sam przy tym dobrze  bawić, a gdy już usną sama doczytać do końca.
Nasze pociechy czytając tą książkę, nie tylko otrzymają ukochany świat zwierząt, lecz otrzymają również wyjaśnienia zachowań otaczających ich kolegów z klasy, bądź dorosłych.
„(...)Szczur był przerażony. Trzeba przyznać, że był przerażony przez większość swego życia. To właśnie strach popychał go do ciągłego kombinowania i robienia różnych świństw. Dawało to opłakane rezultaty. Nie dość, że był mały i bezradny, to jeszcze nikt go nie lubił.(...)”
To jednak nie wszystko co oferuje pisarz, dzieci naucza się w tej książce szacunku i dlaczego warto kogoś tytułować "Panem"
„Było bardzo ważne, żeby zwracać się do niego „panie Misiu”, bo jak słyszał poufałe „Misiu”, to się denerwował.”

Młodzi czytelnicy mimo niezwykłej historii poznają prawdziwą naturę zwierząt
Polecam tą książkę dla dzieci od 3 lat do 100.  Jeśli pragniesz nad wyraz pokazywać swą dorosłość i udowadniać ją wszem i wobec nie sięgniesz po ta książkę, a ja z całą sympatią  muszę stwierdzić iż więcej na tym stracisz niż zyskasz.
Realne, czarno -białe ryciny wykonane przez Daliię Żmudę-Trzebiatowską dodają jedynie niezwykłego uroku książce. 
Kochany Bartku, na początku, myślałam iż to ja wyświadczam Ci przysługę, teraz jednak wiem, że to Ty wyświadczyłeś mi przysługę, Pragnę Ci serdecznie podziękować za to, że mogłam ją przeczytać.
A jeśli Wy chcielibyście się dowiedzieć, czy zwierzęta razem połączą siły i uratują życie Pana Misia, jeśli chcecie wiedzieć, czy plotkara wiewiórka potrafi przyznać komuś rację i jak życie drapieżników zmienia ich wybranka u boku to koniecznie przeczytajcie tą książkę.
Ja mogłabym dla Was się jeszcze długo rozpisywać na jej temat, ale pozwólcie iż nie odbiorę Wam tej frajdy w poznawaniu jej na własny sposób.
Książka zawiera tylko nie całe 150 stron, więc jeśli Wam się nawet nie spodoba (w co trudno mi uwierzyć) to i tak nie stracicie wiele czasu.
Serdecznie polecam i pozdrawiam Was.
Justyna.

poniedziałek, 25 kwietnia 2016

ŁAPACZE SNÓW NA RÓŻOWYM- wiosenny zestaw od SoFi!!!

Witajcie Kochani!!!
Wiosna w tym roku nas nie rozpieszcza, słoneczka jak na lekarstwo, a i temperatura za niska, jak na tą porę roku. Dlatego mam dziś dla Was recenzję wiosennego kompletu do SoFi, który idealne nada się przy obecnej aurze. 



Firmę SoFi mieliście okazje już poznać podczas recenzji zimowego zestawu dla Oliwki, z którego do tej pory jesteśmy bardzo zadowolone.
Tym razem otrzymałyśmy komplet Łapacze snów na różowym, zarówno wzór jak i kolor są bardzo delikatne i dziewczęce. 


Komplet uszyty jest, specjalnie dla Oliwki według podanego przeze mnie wymiaru,z dzianiny dresowej, idealnie dopasowuje się do głowy dziecka, jest miękki w dotyku, elastyczny, idealnie chroni przed wiatrem, dostępny w przystępnej cenie i do tego wykonany z niezwykłą starannością. Dlatego jestem wierna swojej opinii o SoFi i szczerze polecam u nich zakupy, jeśli cenisz sobie sprawną i miłą obsługę, produkty wysokiej jakości, oraz dobro twojego dziecka koniecznie zajrzyj do SoFi.
A teraz oceńcie sami czyż ten komplecik nie jest uroczy :)













I jak Wam się podobają Łapacze snów na różowym? Jeśli i Wy chcielibyście taki mieć dla swoich pociech zajrzyjcie do sklepu SoFi, gdzie oprócz wiosennych kompletów znajdziecie opaski, zabawki z włóczki oraz pieluszki wielorazowe.
I koniecznie dajcie znać w komentarzach jak to z tą wiosną u was w tym roku?

Buziaki/Kasia

sobota, 23 kwietnia 2016

Nigdy nie pozwolę ci odejść Marta W. Staniszewska.

Witajcie kochani!
Dziś zapraszam Was na recenzję II części burzliwej znajomości Sophie i Aleksa.
Jeśli jeszcze nie widzieliście naszej recenzji pierwszej części, to koniecznie nadrabiajcie zaległości znajdziecie ją Tu 

Książkę otrzymałyśmy od Wydawnictwa Psychoskok. 
„Moja nienawiść do dnia po Bożym Narodzeniu była odwrotnie proporcjonalna do uczucia, jakim darzyłam mężczyznę leżącego obok mnie. Pode mną. Mój Boski Thor. Był dla mnie wszystkim i znacznie więcej, wszystkim czego mogłam w życiu zapragnąć. Każdy dzień z nim był niczym wyjęty z jakiejś nierealnej baśni, która w przeciwieństwie do świąt nie kończyła się nigdy. I wciąż nie mogłam uwierzyć, że jest tu ze mną. Nasza droga do tej konkretnej chwili była tak pogmatwana, że z łatwością nadawałaby się na scenariusz filmowy. Począwszy od letniej nocy sprzed pięciu lat, gdy straciłam z nim dziewictwo, choć „straciłam” to nieodpowiednie słowo na to doświadczenie. Bliżej mu było do podarunku niż straty.”
W tej o to części książki możemy towarzyszyć Sophie i Aleksowi w przygotowaniach do ślubu.
Przed młodymi stają wyzwania pod względem wyboru sukni, obrączek i wszystkie inne rzeczy, które wiążą się z tym podniosłym wydarzeniem.
Jeśli uważacie, że to za mały stres dla jednej dziewczyny, to dodatkowo Sophi otwiera II salon urody Beautiful Body II. Choć momentami dziewczynie już brakuje sil i stres jakby chciał z nią wygrać, odnajduje swoja siłę i ukojenie w ramionach Boskiego Thora.
Przez pierwsze rozdziały, możemy cieszyć swe oczy niezwykłą sielanką i rozkwitowi miłości pary.
Autorka utrzymuje ten sama erotyczny klimat przeplatany codziennymi obowiązkami zakochanych.
Jeśli jednak myślicie, że w tej części jest tylko ślub, miłość i seks, to się grubo mylicie.
Po cudownych, pełnych uczuć i żądzy kartkach, książka zaczyna nabierać tempa, coś się nie zgadza, Aleksowi grozi niebezpieczeństwo, ale czy na pewno, może to jednak Sophi padnie ofiarą... a no właśnie, tego wam nie zdradzę ;) Musicie przekonać się sami.

Czy May zdecyduje się na urodzenie nieplanowanego dziecka?
Czy aby na pewno tylko ona, będzie mogła cieszyć się macierzyństwem?
Czy Helena z rozpaczy popełniła samobójstwo, a może ktoś dokonał na niej zbrodni?

Sophi na swojej ostatniej panieńskiej nocy popełnia pewien błąd w ramionach Treya, pech chciał iż temu wydarzeniu przygląda się Aleks.
Rozpacz targa dziewczyną na myśl, że wszystko zniszczyła, straciła miłość swojego życia, jej piękna bajką umarła śmiercią tragiczną.
„Jestem o ciebie zazdrosny, i to się nigdy nie zmieni. (…) Zawsze będę pokazywał, że jesteś tylko moja i będę to robił dosadnie, nie zważając na konsekwencje (…)”
Boski Thor jednak nie daje tak łatwo za wygraną i dość intensywnie zaznacza iż dziewczyna należy tylko do niego.
Wydaję się, że nic już nie może im stanąć na drodze do szczęścia, ale czy na pewno?
Zapatrzeni w siebie z miłością, wciąż złaknieni swego ciała, nie zauważają gdy demony przeszłości chcą zagrozić ich życiu i szczęściu.
Dlaczego Sophi na ślubnym kobiercu przerywa ceremonię? Dlaczego w tej najbardziej oczekiwanej chwili dziewczyna decyduję się na tak drastyczne środki? Czy dojdzie do powiedzenia sobie -Tak, przez zakochana parę? Czy ich mały wszechświat ma rację bytu w niebezpiecznych czasach?
Na wszystkie te pytania znajdziecie odpowiedź w tej książce.

Przyznam Wam szczerze, że po przeczytaniu pierwszej części, troszkę niepewnie zabrałam się za drugą. Jeśli przeczytaliście moją recenzję "Nigdy cię nie zapomniałam", to z pewnością wiecie iż nie wszystko w tej książce mi się podobało.
I tu spotkało mnie duże zaskoczenie! Pani Marta wzięła sobie do serca, wszystkie uwagi czytelników i poprawiła niektóre błędy, a historię mocniej dopracowała, w wyniku tego mamy świetnie napisaną książkę! Brawo!

Co tu wiele kryć, każdy polski czytelnik niestety, jest bardziej skłonny do czytania książek zagranicznych autorów. Ja niestety też często tak robiłam. Wiele polskich książek trafiło w moje ręce, aby przełamać ten brzydki nawyk. I z wielką przyjemnością oznajmiam wszech i wobec: Kochani cudze chwalicie, swego nie znacie!

Podsumowując moja przygodę z twórczością Pani Staniszewskiej: wciąż podtrzymuje moje zdanie, iż obie te książki pobudzą wyobraźnie i zmysły czytelniczek. Bardzo dobrym posunięciem autorki, było wprowadzenie w te książki odrobinę niepewności, intryg i niebezpieczeństw.
Możemy zaobserwować w autorce tendencję wzrostową w  poziomie pisania i dopracowaniu swoich dzieł, dzięki czemu możemy się spodziewać, iż każda kolejna książka Pani Marty będzie co raz lepsza i aż nie mogę się doczekać kolejnych jej dzieł.

Serdecznie Was zapraszam do niezwykłego świata miłości Sophi i Aleksa. Dajcie ponieść się ich namiętności, żądzy i nienasyceniu. Idealny czaso-umilacz.
Pamiętajcie jednak iż ani autorka, ani my, nie bierzemy odpowiedzialności za sny z Boskim Thorem w roli głównej, a uwierzcie mi na słowo, możecie być przygotowane iż pojawią się na pewno. ;)
Pani Marcie życzymy samych sukcesów literackich, a Was zapraszamy do lektury.
Pozdrawiam Justyna.

czwartek, 21 kwietnia 2016

Chaber, mały wilczek. Przyjaciele zwierząt!!!

Witajcie Kochani!!!
Dziś chciałabym Was zaprosić na recenzje nowej książki Wydawnictwa Zielona Sowa pt. "Chaber, mały wilczek. Przyjaciele zwierząt" autorstwa Anieli Cholewińskiej-Szkolik. Jest to książka z najnowszej serii tego wydawnictwa, idealna dla wszystkich młodych czytelników którzy interesują się światem zwierząt żyjących w lesie. 



Jest to opowieść o rodzinie Państwa Sosnowskich oraz ich dwójki dzieci, Amelii i Wojtka. Pan Adam jest leśniczym i kiedy w okolicy, po długiej nieobecności pojawiają się wilki, jest bardzo szczęśliwy. Jednak nie wszyscy mieszkańcy podzielają entuzjazm Pana Adama, dlatego pewnej nocy dochodzi do strzałów w lesie, w wyniku, których ginie wilczyca, matka trójki wilcząt. Leśniczy nazajutrz znajduję małego wilka i postanawia zabrać go do domu i zaopiekować się nim. Dzieci Państwa Sosnowskich, idealnie spisują się w nowej roli opiekunów małego Chabra, bardzo pomocna jest również Zmora, ich suczka rasy owczarka niemieckiego. Amelia i Wojtek bardzo pokochali małego wilczka, jednak to dzikie zwierzę i powinien wrócić do lasu do swojego naturalnego środowiska.



Czy dzieci wypuszczą Chabra do lasu? Czy wilk odnajdzie swoją watahę? Czy będzie umiał żyć w lesie z dala od ludzi? Jak zakończy się ta piękna historia? 
Jeśli chcecie poznać odpowiedzi na te pytania, gorąco zachęcamy do przeczytania tej wspanialej historii. 





Szczerze przyznaję, że książka bardzo przypadła nam do gustu. Dużym plusem jest tekst pisany dość dużą czcionką, z której przeczytaniem starsze dzieci nie będą miały problemu, dodatkowo uroku tej książce dodają piękne ilustracje, przypominające obrazki szkicowane ołówkiem, bardzo ciekawym pomysłem było umieszczeni na końcu opowieści, informacji o wilkach, ich środowisku, zwyczajach i innych ciekawych i prawdziwych faktów z życia wilka.





"Chaber, mały wilczek" to fantastyczna książka, która pozwoli dziecku przeżyć wspaniałą przygodę, nauczy, że warto pomagać słabszym oraz dostarczy wiele ciekawych informacji o życiu leśnych zwierząt.



A czy Wasze dzieci lubią takie książki? Czy podczas spacerów do lasu, są ciekawe jakie zwierzęta w nim żyją? Dajcie znać w komentarzach, jak Wam się podoba nowa seria Wydawnictwa Zielona Sowa.




Buziaki/Kasia

wtorek, 19 kwietnia 2016

LOKOMOTYWA- gra dla całej rodziny!!!

Witajcie Kochani!!!
Dziś chciałabym Was zaprosić na recenzję gry planszowej, która powstała na podstawie znanego, chyba przez wszystkich- wiersza Juliana Tuwima "LOKOMOTYWA".


Grę otrzymałyśmy od Wydawnictwa GRAiMY. Wydawnictwo to powstało, aby między innymi promować polską literaturę dziecięcą w grach planszowych. Szukając nowych rozwiązań został opracowany nowy model popularnych gier „memo”, „memory”… pod nazwą: PUFI to Pamięciowa Układanka wzbogacona Fabułą oraz Ilustracjami o tematyce nawiązującej do treści wybranego utworu.


W pudełku znajdziemy 54 kartoniki z ilustracjami lokomotyw oraz wagonów, książeczkę, w której zawarta jest dokładna instrukcja gry, biografia Juliana Tuwima oraz wiersz Lokomotywa. 





Gra przeznaczona jest dla dzieci powyżej 4 roku życia, jednak moja córka z łatwością poradziła sobie z zasadami tej gry.  A no własnie, à propos zasad, w grze borą udział od 2 do 4 graczy, każdy uczestnik po kolei odkrywa kartoniki w taki sposób aby ułożyć lokomotywę i pasujące do niej wagoniki (według koloru, albo według wiersza Lokomotywa), wygrywa ta osoba, która ułoży cały komplet kartoników plus dwa dodatkowe. Prawda, że proste ;)




Pierwszy raz miałyśmy do czynienia z tego typu grą, jednak bardzo przypadła nam do gustu i umiliła nam nie jeden deszczowy wieczór. A, że moja córka lubi pociągi oraz tytułowy wiersz Juliana Tuwima, tym bardziej gra wzbudziła w niej duże zainteresowanie. Dużym plusem okazały się niewielkie rozmiary gry, dzięki temu można ją zabrać ze sobą wszędzie i kiedy tylko dopadnie nas nuda, zagrać w Lokomotywę.



A czy Wasze dzieci lubią gry memory? Czy słyszeliście już o PUFI? Dajcie znać w komentarzach jak Wam się podoba pomysł Wydawnictwa na gry, które powstają na podstawie polskiej, dziecięcej literatury?

Buziaki/Kasia
Copyright © 2016 Siostry Dają Radę , Blogger